Dzisiejszy popołudniowy huragan spraw
rodzinno - dziecięcych nadwyrężył mnie.
Kark się spiął, ramiona i ręce napięte.
Aż niemożliwe, że w jednym dniu...
Najpierw telefon z gimnazjum, od pedagog,
że Weronka słabo się czuje,
za godzinę telefon od Hani, że kawałek bramy
spadł jej na nogę a noga opuchnięta,
no i Ania...
w środę paskudna chemia do żyły a dziś
przysypianie, zmęczenie a w planach wyjazd do kochanych Kuzynów z CBA.
Ja w pracy. Mojej cudownej, potrzebnej, ważnej dla mnie i Dzieci.
Ratunkuuuu !!!
Za dużoooo !!!!!
i tak jak nagle się wszystko nakręciło,
tak powolutku, wyraźnie się rozjaśniało.
Zapytałam siebie, Wszechmocnego,
ale, że co? Przecież nigdy wszystkie 3.
Uwielbiam pytać, bo przychodzą odpowiedzi. Najczęściej.
Może trochę czasu, może trochę mojego wyciszenia, bym je mogła usłyszeć,
i zrozumieć.
W ciągu ostatniego miesiąca mierzę się z głębszym poziomem samotnego macierzyństwa.
PP postanowił wziąć urlop od życia i przeprowadził się w najdalszą część Polski.
Pomimo tego, że nie jesteśmy już całe wieki ze sobą, to jednak był do tej pory bliżej dzieci,
szkoła mogła zadzwonić do niego, a ja miałam chwilę,
by przy moim braku prawka i auta zorganizować się i dojechać,
do domku, szpitala, pogotowia lub czegoś innego.
Rozjaśnienie nie przyszło same.
Najpierw dwie terapie odwołano,
przeniosłam trzecią,
M nakarmiła Angel, zapewniła spokojny sen,
a później zawiozła nas do nas :)
Zobaczyłam, dotknęłam, przytuliłam
i nic nie wyglądało strasznie.
Angel pojechała pociągiem,
pewnie prześpi ten weekend, ale w szczęściu bliskości Rodziny.
A ja
poczułam
sprawdziłam,
iż samotne macierzyństwo w moim wydaniu
samotnym nie jest.
I niech tak będzie :)
piątek, 22 maja 2015
wtorek, 24 marca 2015
marcowo
Długi miesiąc,
tak przynajmniej go czuję.
Po ściągnięciu gipsu Andzel dostała bezobjawowego zapalenia płuc,
później wirusowego zapalenia buźki,
oczywiście przerwana została ciągłość chemiczna.
Jest już na tyle dobrze,
że
jutro punkcja.
Pewnie będzie tak jak zwykle.
Ale pomimo tego,
a może w tym przypadku
przewidywalność nie daje mi bezpieczeństwa.
Próbowałam,
mam obrazy tego co i jak,
wjeżdżania windą na "4",
gdzie punkcje robią ze znieczuleniem,
lekkiego zamieszania,
kto z kim robi punkcję,
rozmowy z lekarzem anestezjologiem,
usypiania Ani,
momentu, w którym odlatuje w niebyt
czekania na korytarzu,
w którym czas przedłuża się w nieskończoność
i wyjazdu Ani na łóżku szpitalnym,
czasu czekania na obudzenie
i czasu czekania na wypis,
Boję się.
Wiem, że będzie dobrze, wynik będzie ok,
widzę to po Ani.
Ale i tak ...
Boję się.
tak przynajmniej go czuję.
Po ściągnięciu gipsu Andzel dostała bezobjawowego zapalenia płuc,
później wirusowego zapalenia buźki,
oczywiście przerwana została ciągłość chemiczna.
Jest już na tyle dobrze,
że
jutro punkcja.
Pewnie będzie tak jak zwykle.
Ale pomimo tego,
a może w tym przypadku
przewidywalność nie daje mi bezpieczeństwa.
Próbowałam,
mam obrazy tego co i jak,
wjeżdżania windą na "4",
gdzie punkcje robią ze znieczuleniem,
lekkiego zamieszania,
kto z kim robi punkcję,
rozmowy z lekarzem anestezjologiem,
usypiania Ani,
momentu, w którym odlatuje w niebyt
czekania na korytarzu,
w którym czas przedłuża się w nieskończoność
i wyjazdu Ani na łóżku szpitalnym,
czasu czekania na obudzenie
i czasu czekania na wypis,
Boję się.
Wiem, że będzie dobrze, wynik będzie ok,
widzę to po Ani.
Ale i tak ...
Boję się.
niedziela, 8 marca 2015
6 tygodni
Był gips i
w końcu, po 6 tygodniach nie ma :)
Wieczorem
przed dniem ściągnięcia
rozmawiałyśmy sobie leżąc na łóżku
i spoglądając na sufit.
Ania powiedziała, że chce mieć gips.
Nie chce jechać do szpitala i nie chce go ściągać.
Otuliłam ją.
Nieraz...
łatwiej wydaje się być w tym co znane,
nie oczekiwać żeby się nie zawieść
ale
to co czeka na nas
to nowe
pozwoli stanąć na dwóch nogach,
pewniej i bezpieczniej.
W tym przypadku
wiedziałam co jest dobre dla mej Córci :)
w końcu, po 6 tygodniach nie ma :)
Wieczorem
przed dniem ściągnięcia
rozmawiałyśmy sobie leżąc na łóżku
i spoglądając na sufit.
Ania powiedziała, że chce mieć gips.
Nie chce jechać do szpitala i nie chce go ściągać.
Otuliłam ją.
Nieraz...
łatwiej wydaje się być w tym co znane,
nie oczekiwać żeby się nie zawieść
ale
to co czeka na nas
to nowe
pozwoli stanąć na dwóch nogach,
pewniej i bezpieczniej.
W tym przypadku
wiedziałam co jest dobre dla mej Córci :)
sobota, 28 lutego 2015
naznaczona
Angel ma na ciele dużo blizn.
Po bitwach i wojnach
wychodzi się z ranami.
Ostatnio, pytała mnie o miejsce,
w którym miała założony cewnik -
pomocny przy podawaniu chemii.
W sytuacjach nagłych szybko reaguję.
Zapytałam czy pamięta, że miała rurkę.
Odpowiedziała, że tak.
Pytała później o inne blizny.
Rozmawiałyśmy.
Dziś myślę o swoim naznaczeniu.
Czas chorób nas nie ominął.
Bezobjawowe zapalenie płuc Anulki
zabolało mocno.
Pogorszenie apetytu zdefiniowałam jako reakcja na większą dawkę chemii.
Byłam zła na siebie.
Wtorek przyniósł nam antybiotyki i przerwę w chemii.
Dziś rano nastąpiło pogorszenie.
Zdecydowałam by j e d n a k
pojechać do kliniki, zrobić morfologię, spakować walizkę do szpitala.
Ścisnęło się we mnie serce.
I nawet jedna myśl przeszła s t r a s z l i w a
a jak czegoś nie zauważyłam....
Leki zostały dołożone,
szpital odsunięty.
Ania skwitowała, że żartem było pakować walizkę do szpitala.
NAZNACZONE
Obie.
Nie-samotne w tym naznaczeniu.
Po bitwach i wojnach
wychodzi się z ranami.
Ostatnio, pytała mnie o miejsce,
w którym miała założony cewnik -
pomocny przy podawaniu chemii.
W sytuacjach nagłych szybko reaguję.
Zapytałam czy pamięta, że miała rurkę.
Odpowiedziała, że tak.
Pytała później o inne blizny.
Rozmawiałyśmy.
Dziś myślę o swoim naznaczeniu.
Czas chorób nas nie ominął.
Bezobjawowe zapalenie płuc Anulki
zabolało mocno.
Pogorszenie apetytu zdefiniowałam jako reakcja na większą dawkę chemii.
Byłam zła na siebie.
Wtorek przyniósł nam antybiotyki i przerwę w chemii.
Dziś rano nastąpiło pogorszenie.
Zdecydowałam by j e d n a k
pojechać do kliniki, zrobić morfologię, spakować walizkę do szpitala.
Ścisnęło się we mnie serce.
I nawet jedna myśl przeszła s t r a s z l i w a
a jak czegoś nie zauważyłam....
Leki zostały dołożone,
szpital odsunięty.
Ania skwitowała, że żartem było pakować walizkę do szpitala.
NAZNACZONE
Obie.
Nie-samotne w tym naznaczeniu.
poniedziałek, 16 lutego 2015
3+3 = krótka wieczność
W tamtym tygodniu CBA (Cudowna Babcia Angel)
zawzięła się i znalazła miejsce u chirurga - ortopedy.
Zrobiono zdjęcie, nawet dwa...
i pusto.
Osteoporoza daje znać o sobie,
kość nie odbudowuje się.
Jeszcze 3 tygodnie... razem 6 :(
Bardzo długoooooooooo
Jaka ta nóżka będzie po tym czasie?
Oj.
Anulka miała mieć jutro punkcję z podaniem chemii,
przesuną nam, bo przy znieczuleniu ogólnym,
nawet krótkim i ze złamaną nóżką nie jest bezpiecznie.
Długie to leczenie.
Długie.
zawzięła się i znalazła miejsce u chirurga - ortopedy.
Zrobiono zdjęcie, nawet dwa...
i pusto.
Osteoporoza daje znać o sobie,
kość nie odbudowuje się.
Jeszcze 3 tygodnie... razem 6 :(
Bardzo długoooooooooo
Jaka ta nóżka będzie po tym czasie?
Oj.
Anulka miała mieć jutro punkcję z podaniem chemii,
przesuną nam, bo przy znieczuleniu ogólnym,
nawet krótkim i ze złamaną nóżką nie jest bezpiecznie.
Długie to leczenie.
Długie.
wtorek, 27 stycznia 2015
gips
Czego się obawiałam to przyszło na mnie...
Parafraza zdania z Księgi Hioba.
Tego się obawiałam.
Gipsu na Anulce.
Choć ostatnio już o tym nie myślałam.
Faktem jest, że gips na nóżce jest.
Kiedy pojawił się mocny problem osteoporozy,
po sterydach i chemii,
zaczęłam się bać, że kości są słabe i ...
Później uaktywniłam zdolność szukania dobrego -
i przecież przy zespole Downa - jest wiotkość i ogromna elastyczność,
dzieciaki się zginają, dotykają stópkami nosa więc może, może ...
Nie było mnie przy niej.
Obcy szpital.
Zobaczyłyśmy się dobę po założeniu gipsu.
Oj.
Przez ostatni dłuuugi czas
podziwiałam moją Angel,
za to, że żyje, zostawiając leczenie drugiej białaczki
daleko za sobą.
Inaczej t e r a z to widzę.
Kiedy zobaczyłam i chciałam przytulić,
dotknąć chorą nóżkę, oswoić gips
to ogromny lęk mojej Córci
pozamrażał całą Ją.
Nie, nie, nie,
boli, boli
ja nie chcę, nie chcę
nie można, nie można.
Głosik był tak zaciśnięty...
Jest już lepiej,
wczoraj mogłam już pogłaskać paluszki wychodzące spod gipsu
i nóżkę zaklętą w sztywny opatrunek :)
Parafraza zdania z Księgi Hioba.
Tego się obawiałam.
Gipsu na Anulce.
Choć ostatnio już o tym nie myślałam.
Faktem jest, że gips na nóżce jest.
Kiedy pojawił się mocny problem osteoporozy,
po sterydach i chemii,
zaczęłam się bać, że kości są słabe i ...
Później uaktywniłam zdolność szukania dobrego -
i przecież przy zespole Downa - jest wiotkość i ogromna elastyczność,
dzieciaki się zginają, dotykają stópkami nosa więc może, może ...
Nie było mnie przy niej.
Obcy szpital.
Zobaczyłyśmy się dobę po założeniu gipsu.
Oj.
Przez ostatni dłuuugi czas
podziwiałam moją Angel,
za to, że żyje, zostawiając leczenie drugiej białaczki
daleko za sobą.
Inaczej t e r a z to widzę.
Kiedy zobaczyłam i chciałam przytulić,
dotknąć chorą nóżkę, oswoić gips
to ogromny lęk mojej Córci
pozamrażał całą Ją.
Nie, nie, nie,
boli, boli
ja nie chcę, nie chcę
nie można, nie można.
Głosik był tak zaciśnięty...
Jest już lepiej,
wczoraj mogłam już pogłaskać paluszki wychodzące spod gipsu
i nóżkę zaklętą w sztywny opatrunek :)
wtorek, 16 grudnia 2014
SAMO - dzielność
Celem rodzica niepełnosprawnego dziecka (bardzo rzadko się tak dookreślam)
jakim jestem
jest
S A M O D Z I E L N O Ś Ć
Gdyby tak jednak refleksyjnie podejść to w każde rodzicielstwo ta wartość się wpisuje.
Kiedy myślę o Starszych, też chcę by były jak najbardziej samodzielne,
ale jest to "wypadkowa rozwoju", bo przecież będą :)
Przynajmniej takie nieświadome założenie poczyniłam.
Przy dziecku niepełnosprawnym
jak największa samodzielność jest dobrem nadrzędnym.
I nie myślałam... że będę narzekać na samodzielność Angel :)
Wpadam w osłupienie co jakiś czas,
nieprzygotowana na dorastanie i moc poczucia sprawstwa mego Dziecka.
Ano przykład z dziś.
Sąsiadka wpadła pobawić się z Anią,
dzieci mam cudowne - nie muszę je nadzorować,
Ania razem z koleżanką były w pokoju,
na chwilkę wchodzę, zapytać o coś
i tu - moment osłupienia z lekka -
na stoliku pudełko po butach, farby dookoła, pędzelki, woda i artystki malujące
wnętrze pudełka, rzecz jasna.
Zadałam pytanie retoryczne - Co robicie???
- Malujemy.
Hmm....
Sama wymyśliła, zorganizowała i wprowadziła w czyn.
Przykład z tygodnia przed,
Starsza wrzuciła koc do pralki i pobiegła do szkoły.
Angel krząta się koło pralki, ale do głowy mi nie przyszło, że...
no właśnie - to akurat mnie przeraziło -
Ania wybrała odpowiedni płyn do prania oraz do płukania i szykowała się
do nastawienia pralki.
RATUNKU
Chciałam samodzielnego dziecka
i MAM.
Starsze nawet nie przejawiają chęci by cokolwiek z pralką mieć do czynienia.
Anulce się chce.
Boję się samodzielności Angel,
tyle może się wydarzyć przy okazji...
Biorę głęboki oddech
i powtarzam:
s a m o d z i e l n o ś ć jest wartością, którą wspieram, szanuję i do której zachęcam.
Uff :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)