czwartek, 18 kwietnia 2013

pokora

Wczoraj rano decyzją Mądrego Doktora
- znów nas przejął -
Angel została przeniesiona na OWN

Przez telefon tłumaczył mi,
że nie oznacza to, że jest gorzej.

Wczoraj przetoczyli jej płytki krwi,
przedwczoraj i przed-przedwczoraj
też.
Dziś już nie :)

Lekko ustabilizowała się.
Punkcji, aby sprawdzić co w szpiku
nie zrobią teraz,
za słabiutka.

A ja
od tygodnia w domku
od poniedziałku z diagnozą zapalenia płuc
uczę się
pokory wobec życia

Nie mogę być z Angel
nie mogę jej przytulić
nie mogę być choć troszku jej siłą, radością, energią
ogromnie to mnie boli
i co dzień łzy spływają po policzkach

i jednocześnie

Mogę być ze Starszymi
mogę je przytulać,
mogę być ich wsparciem, zrozumieniem emocji w nastoletnich sercach
mogę być Mamą Dostępną,
mogę im gotować i piec smaczne i ładne

Mogę być ze sobą
bez zostawiania siebie
bez uciekania w pracę czy cokolwiek innego

Na egzamin z pokory życia
jeszcze nie ...
na samym początku jestem



wtorek, 16 kwietnia 2013

przesył

Drugi tydzień szpitalnego bycia
minął.
Trzeci jutro ma swe rozpoczęcie...

Jest trudniej,
słabiej.

Czwarty dzień
co dzień
toczenie płytek krwi.
Wczoraj poszedł cały zestaw wielkiej Trójcy
krew, osocze, płytki.
Pomimo zastrzyków z granulocytów i wlewów
nadal aplazja.

Szpik przestał produkować
...
lub ciało zabiera wszystko co dostaje.

Padł dziś pomysł punkcji szpiku.
Wiem dlaczego.
Mam nadzieję
a może mam nadzieję ją mieć
że najgorszego nie będzie,
że to już niemożliwe.

Choć tyle niemożliwości
stało się realnych.

Nie mogę być z Angel,
przynajmniej do czasu kontroli moich oskrzeli i płuc.
Za mocno chora jestem.
Co mogę?
Siąść i płakać - dziś całkiem nieźle mi to wychodziło

Mogę też
zrobić
przesył danych
a raczej
przesył Miłości



sobota, 13 kwietnia 2013

droga przejścia

Wydaje się, że nie ma końca.
Od miesiąca nie ruszyłyśmy z protokołem dalej.
Cały czas w środku leczenia.

Nie umiem zobaczyć
kiedy
będzie droga wyjścia
wiem,
cały czas jest droga przejścia.

Dziś osłabłam
ze wszystkiego

moje ciało
rozbolało, rozkaszlało
mój Środeczek
jakoś
w kawałeczkach

Jestem
w takim stanie zagrożeniem
dla Angel

Jakiś czas temu rozmarzyło mi się
zaplanowałam ten weekend na wyjazd
Poczułam, że tak bardzo chcę i może...może już mogę :)
Pojechać, wypić kawę, butelkę wina
i być...

chyba za szybko poczułam w sobie wiosnę
i że mogę i że potrzebuję i że chcę

wielkie STOP
zatrzymało mnie w domku

Poszukam mądrych i dobrych SŁÓW
abym nie rozbiła sobie ciała
o stop

piątek, 12 kwietnia 2013

16.00

Szpitalnie nadal.

Niby nic, a jednak cały czas coś krąży po Angel.
Płytki spadają do 12 tys co drugi, trzeci dzień.
Więc transfuzji było już z chyba 5,
krew też podali bo hemoglobina spadła poniżej 7.

Wczoraj leukocyty już na poziomie 800
granulocyty maluteńko.
Wyszłyśmy z aplazji w ciągu tygodnia i wróciłyśmy do niej.

Do godz. 15.00 Angel czuje się zdrowo, 
a ok 16.00 gorączkuje wysoko.

I ta gorączka nie pozwala aby nas wypisali ze szpitala.
Doktorka codziennie zagląda
mówiąc:
dziś parametry stanęły - może dziś jest ten dzień :)
albo
mam dla Pani złe wieści, znów pospadało wszystko, ale nie jest źle
albo
trzeba dać nowemu antybiotykowi czas, przynajmniej dwa dni
albo
będziemy konsultować przypadek Ani, reakcja na chemię i przerwy z nią związane
są stanowczo zagrażające


Próbuję poczuć co się dzieje...
poczuć co mówi ciało mojego dziecka
co mówi jej stan duszy i serca
...
na początku dotknęłam moich lęków
a jeśli Angel jest już zbyt zmęczona?
Ale wiem, że to  m o j e   lęki

To co odczytałam jako jej Mama
to co poczułam i usłyszałam...
szpital to teraz najbardziej bezpieczne miejsce
na dziś
nie obciąża emocjami, zwykłymi sprawami.
Nicnierobienie szpitalne powoduje, że energia życiowa 
kumuluje się i odnawia.
Ciało Angel potrzebuje codziennego monitoringu
aby szybko reagować 
i złapać zakażenia na samym początku.

o c z y w i ś c i e
że
CHCĘ JĄ W DOMKU
CHCĘ SIEBIE W DOMKU
CHCĘ NAS WSZYSTKIE W DOMKU

bardzo, bardzo chcę
i prze-okrutnie 
nie chcę szpitala

Ale
ode
mnie
to 
nie
zależy

i uznaję moją niemoc


sobota, 6 kwietnia 2013

piknik

Poszerzanie to chyba me kolejne imię :)

Dziś razem z CBA i Starszymi i Angel
w szpitalu
zrobiłyśmy piknikowe party :)

Kupiłam makaron na wynos
i gołąbki
i soczki
i w pokoiku szpitalnym
r a z e m

siedziałyśmy na podłodze
- łamiąc schemat szpitalnej zadżumionej podłogi

Pobyłyśmy sobie.
Oswajając to co wokół.

PS: CRP spadło pięknie,
ale za mało krwi we krwi
więc znów transfuzja,
niestety też gorączka


czwartek, 4 kwietnia 2013

dezercja i zatrzymanie

Przed Świętami
podjęłam decyzję
świadomie,
że na chemię się nie stawiamy.

Angel słabła
i wiedziałam,
że dodatkowe coś
osłabi ją za mocno

Nie konsultowałam to z Doktorami
wspomniałam tylko A.
cudnie zgodziła się ze mną.

Zrobiłyśmy badania przy domku
i ... Święta były z PP
a ja ... i CBA
resecik :)

Po Świętach
zadzwoniłam do Mądrego Doktora
przyznając się do dezercji
głosikiem współpracy
poprosiłam o morfologię w Klinice.

Wczoraj
pojechałyśmy,
badania pobrano o 9.00 a później czekanie...
czekanie na wyniki
czekanie na transfuzję
i kiedy już zbierałam siebie i Angel
przyszła Doktor i
zatrzymanie
.............

Od wczoraj znów szpital.
Osłuchowo czysta, buźka bez grzybicy
ale CRP ponad 200

n i e   z a t r z y m a ł a m   ł e z   przy Doktorce i Pielęgniarkach
nie potrafiłam
same popłynęły
Przyznałam się do tego Starszym
bo One też płakały
- nieopatrznie powiedziałam, że wrócę z Anią,
że to tylko sprawdzenie morfologii

Wiem, oczywiście, że wiem
że dobrze, że teraz...
Pobrali posiewy krwi,
włączyli to co wzmacnia, chroni i karmi
i czekamy

Jutro kolejne CRP

Mam nadzieję, że może tylko tydzień szpitalnego
i do domku

Uczę się
POKORY
wobec leczenia
długotrwałej, ogromnie obciążającej choroby nowotworowej

i tak bardzo bym chciała
mieć w sobie
jeszcze chwil kilka
odpocznienia Świątecznego
jeszcze troszku
proszę
by moje oczy mogły jeszcze pobłyszczeć
by moje ciało się nie spięło
by kark mógł być miękki
bym mogła sama w sobie czuć radość
i tęsknić za zwyczajnością
wiedząc, że kiedyś jeszcze przyjdzie

wtorek, 2 kwietnia 2013

marzec

Marzec się skończył.

Myślę sobie, że nie doświadczyłam jeszcze t a k i e g o miesiąca
w moim życiu.

Pół roku walki
z nawrotem białaczki,
oczywiście, wydaje mi się, że to wieki całe
że nie ma końca
i chyba początku

Opłaty jakie dostałam na początku marca
przerosły mnie
kończę budowę marzenia, które nie było moim,
a to kosztuje nie tylko pieniądze

Sytuacja z pracą,
która była moim bezpieczeństwem od paru,
dobrych lat i zatrudnienie kogoś na zastępstwo za mnie
- zabolało i zabrało bezpieczeństwo

Myślałam, że z tego "marca" nie wyjdę przez następne pół roku
widziałam siebie stojącą na krawędzi
nie tylko finansowej
ale i psychicznej

i
nagle
rozpadało się
i padało
i padało

deszcz
błogosławieństwa

od Bliskich
i tych, których nie znam

N a s i ą k n ę ł a m
złapałam O d d e c h

i nadal nie wiem jak dziękować :)