poniedziałek, 21 stycznia 2013

ciut ciut spokojniejsza

Jednak
szpital...

Wczoraj i przedwczoraj byliśmy w szpitalu dziennym.
W sobotę pojechaliśmy, aby zgłosić się na cykl Ara-C.
Chemia została podana w szpitalu dziennym,
dostałam powiew radości i ulgi,
od wtorku zaczynamy przerwę w chemii
aż 2 t y g o d n i e !!!

Anulka podkrwawiała z noska
pojechałyśmy ze mną do Kochanej Lekarki,
zbadała mnie
przepisała bombę antybiotykową
i zadzwoniła do Kliniki
nam przykazując wracać po zrobienie morfologii
i przetoczenie płytek.

Więc sobota była szpitalna
ale wróciłyśmy do domku.
W niedzielę dużo krócej,
ale problemy z wynikami,
potrzebnymi do dzisiejszej tomografii
i znieczulenia ogólnego.

Rankiem śnieg zasypał wszystko.
Zdążyliśmy.
Ania od rana znów krwawiła z noska,
niby nie dużo, ale cały czas.
Anestezjolog odmówiła podania znieczulenia.
Więc ubrali mnie w ciężkie, metalowe
i trzymając ją za obie rączki,
dotykając nóżek,
głosem super opanowanym i bezpiecznym
mówiąc: Jestem Córeczko
cały czas jestem tu blisko
- przeszłyśmy to badanie razem.

Już pomyślałam, chyba za nami najgorsze
jednak za wcześnie ...

Po tomografii pojechałyśmy na przedostatnią dawkę chemii
przed przerwą 2 - tygodniową.
No i decyzja lekarzy:
szpital.

Wzmacniająca kroplówka, płytki krwi, chemia,
armia leków
i łóżeczko jedno na nas dwie.

Inaczej tu czas płynie.
Smutno, że czas przerwy spędzimy (mam nadzieję, że tylko jego część)
w szpitalu.
Bezpiecznie - i za to jestem wdzięczna,
bardzo martwię się krwawieniem.

Śpi spokojnie teraz moja Angel.
Mam nadzieję, że po wylaniu
potoku słów tutaj
zasnę spokojna
choć ciut, ciut.